Uzytkownik "Pawel Ubysz" napisal w wiadomosci
MAGAZYN nr 46 dodatek do Gazety Wyborczej nr 267, wydanie waw (Warszawa) z
dnia 2001/11/15, str. 10
ZDJECIA: Z ARCHIWUM B. PSARSKIEGO, ARCHIWUM IKONOGRAFICZNE, ZAKLAD HISTORII
RUCHU LUDOWEGO
PAWEL SMOLENSKI; WSPOLPRACA BARTLOMIEJ KURAS
PORTRETY
OGIEN
KOSZMAR BYL, ODSZEDL I GO NIE MA?
Pisano o nim, ze byl zdeprawowanym wojna pospolitym bandyta, krwawym
watazka, bezdusznym morderca, dzikim antysemita. Ale tez - ze byl wielkim
bohaterem, herosem z bajan i goralskich godek, postacia na miare Janosika,
ostatnim prawdziwym harnasiem
Idea, ktorej wartosc rozpoznajemy wedle smaku, a nie wedle prawdy, zawsze w
jakiejs swej czesci okazuje sie zludzeniem. Zludzenie jest mieszanina prawdy
i nieprawdy. Kij zanurzony w wodzie wydaje sie zlamany.
woda jest woda
naprawde, kij jest kijem naprawde, tylko zlamanie jest nieprawda. Nie wiemy
naprawde, jak powstaja zludzenia. Niewatpliwie istnieja gdzies tworcy
zludzen, ale ich tworczosc nie mialaby zadnej wartosci, gdyby w
spoleczenstwie nie istnial apetyt na okreslone ?smaki?... Reakcje na slowo
?Ogien? - zwlaszcza na Podhalu - sa z reguly skrajne: dla jednych bohater,
dla innych przestepca. Takze w tym przypadku - a moze przede wszystkim w tym
przypadku - nie tyle chodzi o prawde, co o pokarm. Lub lepiej - chodzi o
taka prawde, ktora moglaby nasycic czyjs glod.
Ks. Jozef Tischner, ?Niebieskie idealy i ziemskie zludzenia?
NIEMCY
* 1 Umiera partyzant ?Orzel?, rodzi sie ?Ogien?
Jozek Kuras piekny byl. Postawny, wysoki, dziewczyny za nim ganialy, sam nie
musial. Hulal, ze hej, tancowal, godki znal, na bacowkach nie bylo chwili,
zeby wicow nie opowiadal, smial sie glosno, slychac go bylo na wszystkich
polanach. Ozenil sie, synek juz na swiecie - bylo sie z czego radowac, choc
dookola wojna.
I Polske Jozek kochal, jak umial najmocniej. Za te Polske wszystko go
spotkalo. Bo przeciez nie musialo byc, jak bylo. A bylo.
Przyszedl czerwiec 1943 roku. Robil akurat przy drzewie na zboczu powyzej
wsi. Ci, co pamietaja tamte czasy, mowia, ze wszystko widzial, choc z dala,
na wlasne oczy. Niemcy zatrzymali sie pod Kurasiowym obejsciem. Na niemiecki
rozkaz zjechali strazacy z okolicznych przysiolkow, pilnowac, zeby plomienie
nie przeskoczyly na inne chalupy. Oblali benzyna drewniane sciany, podlozyli
ogien. Palilo sie tak, ze widac bylo z drugiego konca wsi, a przeciez
Waksmund niemaly, dlugasny, rozpycha sie az pod Gorce, ciagnie wzdluz drogi.
Jak zginal ojciec Jozefa Kurasia? - nie wiadomo. Jak zona? - tez nie. Synek
uciekal od pozaru (tak mowia ci, ktorzy z bliska ogladali plomienie albo
slyszeli opowiesc z pierwszej reki, ale nie ci, co Jozkowi maja za zle). Ale
ile ucieknie taki smyk? Zlapal go Niemiec za nozke, zakrecil, rzucil w
plomienie. Maly wil sie na weglach, a Jozek patrzyl, choc z dala. Potem
przez wiele tygodni chodzili za nim krok w krok, zeby co sobie nie zrobil.
?Orzel? z samodzielnego oddzialu Konfederacji Tatrzanskiej dosc dal sie
Niemcom we znaki, wiec spalili i ludzi, i dom. Z polskiego podszeptu. Bo
Niemcow do Waksmundu sprowadzil konfident.
W spisanych biografiach Jozefa Kurasia niemiecka pacyfikacja Waksmundu
zajmuje raptem jeden akapit. Ale to wydarzenie uksztaltowalo go na reszte
zycia. Juz nie hulal, jak wczesniej, nie weselil sie, nie usmiechal. Stal
sie zawziety, pamietliwy, twardy, za twardy, moze wrecz okrutny. Przestal
bic sie tylko o sprawe. Od pacyfikacji Waksmundu wojne o Polske polaczyl z
odwetem i zemsta. Tak bylo do lutego 1947 r., gdy strzelil sobie w glowe.
W czerwcu 1943 r. umarl partyzant ?Orzel?, goral, co spiewal, tancowal, wice
opowiadal. Narodzil sie ?Ogien?, czlowiek - jak mawial jego zastepca
?Powicher?, tez goral z Gorcow - ktory czapki przed nikim nie zdejmowal, jak
strzelal, to nigdy nie chybial.
Nawet we wlasny leb.
* 2 Nie ma prawdy o ?Ogniu?
Nie bralbym sie za ?Ognia?, gdyby nie Lukasz Tischner, redaktor krakowskiego
?Znaku?, bratanek niezyjacego ksiedza profesora Jozefa Tischnera. Bo co
mozna wiecej powiedziec o Kurasiu, ktoremu poswiecono kilka ksiazek,
kilkadziesiat reportazy, wspomnien, prasowych notatek? Pisano o nim, ze byl
zdeprawowanym wojna pospolitym bandyta, krwawym watazka, bezdusznym
morderca, dzikim antysemita. Ale tez - ze byl wielkim bohaterem, herosem z
bajan i goralskich godek, postacia na miare Janosika, ostatnim prawdziwym
harnasiem.
Albo - ze byl czlowiekiem kontrowersyjnym, co dzis znaczy tak wiele, lecz w
czasach, gdy zyl, nie znaczylo nic.
Zreszta i sam ksiadz profesor pisal o ?Ogniu? wielokrotnie. I tez mu sie za
to dostawalo.
- Nie opowiem panu o ?Ogniu? - mowil Lukasz Tischner - bo jestem z innego
pokolenia, nie mam zmyslu historycznego, wiele spraw znam z czwartej reki,
moge pomieszac, pokrecic, a to historie zbyt zywe, zbyt gorace i splatane.
Ale Jozio, w ostatnich tygodniach zycia, gdy juz nie mogl mowic i bardzo
cierpial, duzo rozmyslal o ?Ogniu?, na luxnych kartkach robil odreczne
notatki. Mam wrazenie, ze rozmyslal o ?Ogniu? wlasnie z powodu bolu i
cierpienia. Odszukam te zapiski.
Co takiego bylo w prostym goralu z Waksmudu, ze myslal o nim tuz przed
smiercia, wycienczony nowotworem, jeden z najwiekszych polskich humanistow
ubieglego stulecia? Czy Tischner tylko rozwijal zdanie zanotowane przed
kilku laty w ?Tygodniku Powszechnym?, ze jesli nie probuje sie zrozumiec
sprawy ?Ognia?, wtedy nie mozna pojac, czym w Polsce byl komunizm? A moze
wracal pamiecia do mysli z dziecinstwa, dzielonych z rowiesnikami, z
doroslymi, z sasiadami z Lopusznej, z nauczycielami ze szkoly w Nowym Targu,
ze kiedy ?Ognia? zabraklo, na Podhalu cos sie skonczylo, zrobilo sie -
pisal - jeszcze smutniej?
Historyk Boleslaw Deren, autor biografii Jozefa Kurasia, uwaza, ze nie da
sie poznac prawdy o ?Ogniu?, bo nie ma kompletu dokumentow. A z tych
dostepnych nie wiadomo, ktore klamia, a w ktorych jest prawda.
Ksiadz A., ktory w lutym czterdziestego siodmego patrzyl razem z ksiedzem
Tischnerem z okien nowotarskiego gimnazjum na dym nad Ostrowskiem, wioska,
gdzie UB dopadlo wreszcie ?Ognia? (- Tamten smutek byl przerazajacym
uczuciem), powtarza prawde Kubusia Puchatka (im bardziej Puchatek zagladal,
tym bardziej Prosiaczka nie bylo): - Im wiecej bedziesz wiedzial o ?Ogniu?,
tym bedziesz wiedzial mniej. Nie o prawde obiektywna tu chodzi.
* 3 Bogi z Waksmundu
Mial isc na ksiedza - takie glosy chadzaly po Waksmundzie. A i wyksztalcenie
Jozka Kurasia sugerowaloby taka droge, bo jak na owe czasy i miejsce byl
niezwyczajnie uczony. Ojciec, tez Jozef, byl jednym z nielicznych czytatych
we wsi, opowiadal chlopom, co stalo w gazetach. Nadto mial wyrobienie
polityczne, starszych synow, gdy Polska byla w potrzebie, slal na sluzbe
ojczyxnie; bili sie z Ukraincami o Lwow i z bolszewikami w dwudziestym.
Potem dzialal w Witosowskim ruchu ludowym, wycieral prycze w sanacyjnych
aresztach. Jozek mial dwadziescia dwa lata, gdy w trzydziestym siodmym
pomagal ojcu organizowac strajk chlopski; udal sie na Podhalu nie bardzo, bo
sierpien to miesiac letnikow, letnicy to dutki, dutki niepokojow nie lubia.
Ale w Waksmundzie strajk wyszedl, rowniez za sprawa Kurasiow. Bo - jak po
wojnie wspominal ?Powicher? - Kurasie w Waksmundzie to byly bogi, jak na
owczesne Podhale zamozne, ksztalcone, wazne, z autorytetem.
Lecz mlody Kuras ksiedzem nie zostal. Wpadla mu w oko Zoska z sasiedztwa.
Niebrzydka, ale i niestala. A moze zwyczajnie ulekla sie ojcow, bo jak
dowiedzieli sie o milosci, kazali mlodym zerwac. Jozek po zlosci rzucil
szkole, a kiedy zabrano go do wojska, rodzina Zoski szybko wynalazla jej
meza.
Kuras sluzyl na Kresach, w Korpusie Ochrony Pogranicza, skonczyl szkole
podoficerska, co dla chlopaka z Gorcow bylo nie lada awansem. Po klesce
wrzesniowej chcial uciekac na Wegry i do Francji. A jednak juz w
paxdzierniku odnalazl sie w Waksmundzie.
* 4 Narod goralski
Juz 1 wrzesnia Niemcy zajmuja Zakopane, a w polowie paxdziernika tworza
Komitet Goralski, agenturalno-kolaborancka organizacje wskazujaca na
odrebnosc ?goralszczyzny? - Goralenvolk. Przewodzi jej Waclaw Krzeptowski,
urazony w politycznych ambicjach przedwojenny dzialacz ludowy. W powiecie
nowotarskim 27 tysiecy ludzi przyjmuje kenkarty z litera ?G?, w Waksmundzie
bylo ich 62. Niektorzy dobrowolnie, innych przymuszono szantazem. Lecz byli
rowniez kolaboranci, ktorzy nie nalezeli do Goralisches Komitee. Jednym z
nich byl maz pierwszej milosci ?Ognia?. A moze i Zoska.
Niemal od poczatku okupacji przewodnicy tatrzanscy przeprowadzaja uchodxcow
i kurierow na Wegry. Ale aresztowania rozbijaja pierwsze konspiracyjne
struktury Zwiazku Walki Zbrojnej. Mimo to w 1941 r. powstaje Konfederacja
Tatrzanska. Konfederacja to odpowiedx na ?goralszczyzne?. Przystepuje do
niej i Jozef Kuras, jeden z nielicznych z wojskowym doswiadczeniem.
Niemcy zlapia Kurasia dwa razy. Pierwszy - przypadkowo, pod Makowem
Podhalanskim; ucieknie z prowizorycznego aresztu. Drugi - z donosu Zoski i
jej meza. Za sabotaz, kiedy pracowal jako wozak: rozpuscili konie,
zniszczyli ladunek. Wedle jednej wersji zostaje zwolniony z nowotarskiego
aresztu dzieki granatowym policjantom. Wedle innej - ucieka z willi
?Palace?, siedziby zakopianskiego gestapo. Ale jakkolwiek bylo, po drugiej
odsiadce rodzi sie pomysl, by tworzyc oddzialy nekajace Niemcow. I choc w
poczatku 1942 r. Niemcy aresztowali przywodztwo
... wiecej »